3 wrz 2012

Sesja ślubna w studio i collage zdjęć

Miałem przyjemność robić ciekawe zlecenie dotyczące sesji ślubnej. Para Młoda zażyczyła sobie sesję w studio, ale ze specjalną prośbą. Chcieli żeby ich wizerunki, zdjęcia z sesji "wmontować" w zdjęcia z widokami ze stolic europejskich. Taka wirtualna sesja zdjęciowa w Paryżu czy Madrycie, bez ruszana się z mojego studia. Nie jest to dla mnie temat obcy, gdyż od kilkunastu lat jestem profesjonalnym użytkownikiem programu Adobe Photoshop i takie wyzwania podejmuje niemal codziennie, niemniej sesja ślubna była pewnym novum w tym temacie. A co z tego definitywnie nam wyszło..?

Coś trochę innego od pierwotnych założeń. Miały być stolice europejskie, ale fantazja nas poniosła. Zwłaszcza Alicję - Panią Młodą. Mieliśmy zakupić zdjęcia z tzw. "stocka" (wiem, wiem fotograf nie powinien, to jak grzeszyć przeciwko sobie - no ale fundusz był ograniczony i nie pozwalał na dalekie podróże. Przesłałem im linki do wybranych przeze mnie zdjęć i dzięki nim, Alicja zobaczyła, że są także inne fajniejsze zdjęcia, bardziej pasujące do jej fantazji i pomysłów. Zapytała:
Michał, tam jest wiele fajnych zdjęć, które mi się podobają, są trochę inne, ale bardzo chcialabym je mieć. I proszę nie gniewaj się, że zmieniłam zdanie.
Dlaczego miałbym się gniewać, przecież to ich wybór i ich wymarzona sesja. W odpowiedzi przesłali mi zestaw następujących zdjęć:

sesja ślubna w paryżu
sesja ślubna na cmentarzu
Sesja ślubna na moście kolejowym
seja ślubna w studio - collage zdjęć


Sesja ślubna w studio - collage zdjęć

Jak widzicie zestaw niczego sobie. W pierwszej chwili mnie zaszokowało. W drugiej już patrzyłem na to jak na wyzwanie. Chwilę na przemyślenia i zaprosiłem ich do studia. Było trochę zamieszania bo na sesję przybyli ze swoimi dwoma kotami (choć futrzaki niespecjalnie przejawiały ochotę do pozowania) zrobiliśmy im kilka fotek i pojechały do swojego domu (jedna był to stres dla zwierzaków, nowe miejsce, obcy człowiek), a my po kilkunastu minutach, fantazjowaliśmy i "udawaliśmy". Ja udawałem, że widzę jak i w którym miejscu są w tej chwili, oni udawali, że "tam są". Po kilkugodzinnej sesji prawie-ślubnej w studio, przystąpiłem do etapu drugiego - "fotoszopowania".

Trochę czasu jednak to zajmuje. Mniej więcej 2 razy tyle ile trwałoby przygotowanie normalnego albumu ślubnego. Ale było dość przyjemnie robić coś "innego". Tak jak wspomniałem wcześniej, potraktowałem to jak wyzwanie. A oto co z tych zdjęć udało mi się zrobić:

sesja ślubna w Paryżu, studio
Paryż nocą, zakochani, trochę smutni, ale dlatego, że tak krótko mogli być w tym Mieście Zakochanych.
Troche przerażające, zwłaszcza to połączenie cmentarza i ślubu.

Zimno, bardzo zimno było. Wszystko przymarzało do szyn.

Kingsize. Pamiętacie?
Zdecydowanie najlatwiejszy collage, nie licząc usilnych starań aby kotki spoglądały w  "kierunku myszki".
Homme de la rue... (chyba)
I jak oceniacie? Powiem tak, można by lepiej, wiem, ale miałem do wyboru takie oto zdjęcia (choć były też inne, wiele innych, ale nimi nie chcę się chwalić bo uważam, że wyszły gorzej). Zdjęcia zostały wybrane przez Parę Młodą do ich wymarzonej sesji ślubnej i jest to efekt naszej wspólnej pracy.

Czy wykonałbym taką sesję raz jeszcze? Nie wiem. Chyba zależy od tematu - bo nie lubie się powtarzać. Zaproponujcie coś. Przemyślę to.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza